Wśród drzew schylonych o północy

wśród jasnych widów złego mroku
coś się przemienia w naszej mocy
ktoś się porusza z naszym krokiem

kiedy tak idziesz w szumnej szacie
a wiatr ją targa i rozwiewa
nie bój się ty nie idziesz sama
chodzą wraz z tobą wszystkie drzewa

ziemia jak echo minionych dni grające w borze
a nasze cienie wśród martwych pni wieszają zorze
dziwnie się srebrzysz aniele mój w tęczowym piórze
nade mną góry, wieżyce miast
nade mną...

błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp
i twoja postać, jasna postać
taką cię znam taką cię znam

błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp,
i twoja postać jasna postać
taką cię znam taką cię znam

Miła moja chylą się żółte mlecze
w doliny napływa gór cień
cichy odwieczerz
już późno już późno już późno

Miła moja trudno z miłości się podnieść
a jeszcze ciężej od złych nowin
gdy patrzą na nas w ciemnym nowiu
chłodniej chłodniej boisz się

Nie ma się czego bać nie ma się czego bać
to tylko księżyc idzie srebrne chusty prać,
to tylko cicha trawa, trawa wśród kamieni
i wiesz ludzie ludzie są dziećmi dużemi

Błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp
i twoja postać jasna postać
taką cię znam taką cię znam

Błękitne szerokie okna
i jasne smugi od lamp
i twoja postać jasna postać
taką cię znam taką cię znam.


Ja - Gargantua, ja - Sancho biedny,

a swoje wiem:
Rycerzu błędny - obłędny, zbędny,
na ziemię zejdź.

Tam - wieczność pusta,
tam - doskonałość,
zimna jak lód.
Tu - groch z kapustą, i poniedziałek:
codzienny cud.

Patrz, jak się kłębi,
mieni i kipi
po wierzchu, w głębi -
najżywsze życie.

Patrz, ile na raz
Świata dokoła.
Radosny nadmiar.
Chaos wesoły.

Tego nie pozna dusza anielska,
astralny twór -
lecz ciągle głodne,
nieskromne cielsko,
mych zmysłów wór,
mych zmysłów wór!

Patrz, jakie piękne
to, co nie piękne!
Jakie niezwykłe
Wszystko, co zwykłe!

Mogło nic nie być,
a jest to wszystko.
I nic od tego
Cudowniejszego.

Tego nie pozna dusza anielska,
astralny twór -
lecz ciągle głodne,
nieskromne cielsko,
mych zmysłów wór!

Póki są miechy do oddychania,
póki są serca do miłowania,
ciała do wzajem-się-zachwycania:
niech żyje świat!

Póki mam łapy do obłapiania,
póki mam stopy do stepowania,
póki mam gardło do gardłowania:
niech żyję ja!

Po życiu - Nicość,
ciemność i gnicie...
Za życia - piję
Za zdrowie życia.

Nim ścierwnik wydrze
Z trzewi mych życie,
ja - robak śpiewam
na chwałę życia!

Bo nic od niego cudowniejszego,
nic cudowniejszego!
Bo nic od niego cudowniejszego,
nic cudowniejszego!

Bo nic prócz niego
nie ma żywego.
Nie ma od światła
nic świetlistszego.
Nie ma od świata
nic światlejszego!
Niech żyje świat!

Bo nic prócz niego
nie ma żywego.
Nie ma od światła
nic świetlistszego.
Od tej świętości -
nic świetniejszego!
Niech żyję JA!