Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Na fioletowo-szarych łąkach
Niebo rozpina płynność arkad
Pejzaż w powieki miękko wsiąka
Zakrzepła sól na nagich wargach...
A wieczorami w prądach zatok
Noc liże morze słodką grzywą
Jak miękkie gruszki brzemieje lato
Wiatrem sparzone jak pokrzywą
Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym
Krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym
Krajem
Malachitową łąką morza...
Szkoda, że
stało się,
szkoda, że
nie ma, że
- ech, próżna mowa.
Norwid - ten
pisałby,
Tycjan i
Rembrandt, i
Loon by malował
Ręce jak
miękki sen,
oczy jak..
czy ja wiem?
Wiadomo - oczy!
Anioł szedł,
szedł przez mgłę,
mówię - tak!
A on - nie!
I zauroczył.
Teraz co? nonny-ho!
Kruchy świat, kruche szkło.
Teraz co? nonny-ho!
Kruchy świat, kruche szkło.
No i łzy -
a! to ty?
Szkoda mi,
byłyby
i brzoskwinie.
Biały ptak,
a tu tak:
czarny mak,
ciemny smak -
jak po winie.
Teraz co? ...
... maski i instrumenty...
Na cóż mi
kwiaty i
szmaragd,
gitara
i okręty.