Monotonnie koń głowę unosi

grzywa spływa raz po raz
rytmem
koła koła zioła
terkocze senne pół-życie
drożyną leśną łąkową
dołem dołem
polem
nad wieczorem o rżyska zawadza
księżyc ciemny czerwony
księżyc ciemny czerwony
wołam
złoty kołacz
nic nie ma
nawet snu
tylko kół skrzyp
mgława noc jawa rozlewna
wołam
złoty kołacz
wołam koła dołem polem
kołacz złoty
nad wieczorem o rżyska zawadza
księżyc ciemny czerwony
księżyc ciemny czerwony
wołam
złoty kołacz



W kawiarence „Sułtan”

przed panią róża żółta,
a obok pan, co miał
tę różę i pani dał.

Pajączek wyszedł z róży,
bo zapach go odurzył.
Pijany jakby krzynkę
szedł, snując pajęczynkę,
co im związała ręce
przez stolik w kawiarence.
Sam mało nie wpadł w krem –
Widziałem to, więc wiem.

W kawiarence „Sułtan”
przed panią róża żółta,
a obok pan, co miał
tę różę i pani dał.

I już ten pan i pani
zostali w tej kawiarni –
bo gdyby nie zostali,
to by tę nić zerwali.
Na kształt anioła stróża
właściciel ich odkurza,
jeść daje im i pić
i tak powinno być,
że

w kawiarence „Sułtan”
przed panią róża żółta,
a obok pan, co miał
tę różę i pani dał.

Gdy kiedyś przy księżycu
iść będziesz tą ulicą –
gdzie kawiarenka „Sułtan” –
wstąp choć na chwili pół tam
zobaczyć, czy ta pani
z tym panem wciąż ci sami.
Sto innych spraw masz, lecz
To też jest ważna rzecz.

Czy w kawiarence „Sułtan”
przed panią róża żółta ?
Czy obok pan, co miał
tę różę i pani dał ?
Czy oni tam są ?
Czy oni tam są ?