Od słowa do słowa

narasta rozmowa -
rozmowa z kobietą bez twarzy.
Tak jak długo się znamy,
przecież wciąż rozmawiamy -
z nikim mi się dziś nie kojarzy.

Znamy się do połowy:
tylko serca. Lecz głowy...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła.

Od słowa do słowa
narasta rozmowa -
rozmowa pół-spojrzeń, pół-gestów.
Wstydliwa rozmowa,
niecierpliwa, niezdrowa.
Pospieszny dyskurs szelestów.

Ktoś zagłusza zza ściany,
ktoś do krzyża przybijany...
Trudna rada, a zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła
pierwszy stopień do piekła.

Od słowa do słowa
narasta rozmowa.
Już nie wiemy czy jej chcemy, czy nie chcemy.
Ona słodki sen przerywa,
we dnie bywa uporczywa...
Chyba nic w niej ciekawego nie powiemy.

Dla odmiany chwila ciszy -
może wreszcie ktoś usłyszy coś,
więc zrobić to trzeba.
Ta ciekawość jest wściekła,
pierwszy stopień do piekła,
lecz ostatni stopień do nieba.


Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg

zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi.
Bezprzyczynny mój dzień,
bezsensowny mój wiek
i te ślady bezładnych moich kroków po ziemi

Jeśli chce mogę spać,
jeśli chce mogę wstać,
siąść przy oknie z gazetą z zeszłego tygodnia.
Albo iść w senność dnia,
wtedy inny nie ja,
siedząc w oknie zobaczy dalekiego przechodnia.

Czy to dobrze, czy źle
tak usypiać we mgle,
szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione.
Czy to dobrze, czy źle,
snuć się cieniem na tle
kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej.

Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi.